Pawłowo: stabilizacja i inwestycje zamiast zysku
Schronisko w Pawłowie, w przeciwieństwie do wielu placówek prywatnych, działa w oparciu o majątek miejski. Zarządza nim spółka PUK Ciechanów, co gwarantuje przejrzystość finansową. Nie jest to biznes, lecz zadanie publiczne. Widać to w liczbach: tylko w minionym roku spółka dołożyła do utrzymania placówki blisko pół miliona złotych, by pokryć deficyt.
Te pieniądze przełożyły się na konkretne inwestycje: 40 nowych, zadaszonych boksów, nowoczesny budynek kwarantanny oraz przestronny wybieg dla psów. Statystyki adopcyjne również przeczą tezie o miejscu kaźni. Przy ogromnym przepływie zwierząt (ponad 900 przyjętych psów w ciągu trzech lat) udaje się znajdować im nowe domy niemal na bieżąco. Bilans jest jasny: liczba psów w schronisku systematycznie spada dzięki skuteczności adopcji, a nie z powodu eutanazji czy ucieczek.
Sobolewo: patologia i cierpienie
Dla kontrastu warto spojrzeć na schronisko Happy Dog w Sobolewie, które stało się ponurym symbolem złej opieki. Tam kontrola weterynaryjna nie miała wątpliwości. Decyzja o natychmiastowym zamknięciu placówki pod koniec stycznia 2026 roku była efektem długotrwałych zaniedbań. Psy brodziły w nieczystościach, piły zamarzniętą wodę, a ich boksy zagrażały życiu.
W Sobolewie zwierzęta cierpiały fizycznie i psychicznie. Zawiódł tam człowiek i system nastawiony na minimalizację kosztów. Prywatny właściciel otrzymał zakaz prowadzenia działalności. To właśnie tam powinna skupić się uwaga obrońców praw zwierząt. Jednak fala nienawiści uderzyła w placówkę w Pawłowie, która pomyślnie przechodziła kolejne inspekcje.
Mechanizm niszczenia człowieka
Mimo pozytywnych wyników kontroli, to właśnie w Pawłowie rozegrał się dramat społeczny. Olga Żynkina, wieloletnia kierowniczka schroniska, stała się celem zmasowanego ataku w mediach społecznościowych. Pretekstem były zdjęcia chorych psów, które w rzeczywistości były w trakcie leczenia. Manipulacja obrazem, wyrwanym z kontekstu medycznego, posłużyła do wywołania skrajnych emocji.
Granica została przekroczona, gdy hejt uderzył w rodzinę kierowniczki. Atakowanie ich wizerunku, groźby i wyzwiska nie mają nic wspólnego z empatią. To cyfrowy lincz. Olga Żynkina zrezygnowała ze stanowiska nie dlatego, że źle zarządzała schroniskiem, ale dlatego, że skala agresji wobec jej najbliższych stała się nie do zniesienia.
Weryfikacja kontra emocje
Fakty bronią się same, choć w internecie rzadko są słyszalne. Kontrole lekarzy weterynarii z Ciechanowa i Mławy oraz wizyta przedstawicieli TOZ obaliły mit o głodzonych psach w Pawłowie. Stwierdzono, że zwierzęta są w dobrej kondycji. Schronisko nie jest też zamkniętą twierdzą: blisko 200 umów wolontariackich świadczy o otwartości na współpracę.
Niestety, raporty nie mają takiej siły rażenia jak zmanipulowane zdjęcia. Hipokryzja części środowiska polega na tym, że w imię rzekomego dobra psów zniszczono godność człowieka, który im pomagał.
Nowy rozdział z cieniem w tle
Spółka zarządzająca schroniskiem ogłosiła konkurs na nowego kierownika. W komisji zasiądą przedstawiciele wolontariuszy, co ma zapewnić transparentność. To dobry krok, jednak nowy szef obejmie funkcję w cieniu osobistej tragedii swojej poprzedniczki.
Sprawa Olgi Żynkiny powinna być przestrogą. Walka o prawa zwierząt nie może odbywać się kosztem praw człowieka. Jeśli pozwolimy, by internetowy tłum niszczył ludzi na podstawie emocji, stracimy fachowców. Kto zechce pracować tam, gdzie ceną za służbę jest bezpieczeństwo własnego dziecka? Hejt to przemoc, której ofiarami są tu nie tylko ludzie, ale i zwierzęta tracące doświadczonych opiekunów.
















Napisz komentarz
Komentarze